Tajemniczy cud natury

Kiedy Wiktor Grebennikow – rosyjski entomolog, naturysta i wynalazca w jednej osobie – oddał się bez reszty zgłębianiu sekretów owadziego życia nie przepuszczał nigdy, że jego badania wprowadzą go w tajniki nieznanego nauce fenomenu antygrawitacji, jaki natura starannie skrywała przed światem.

Temat antygrawitacji oficjalna nauka traktuje z wielkim przymrużeniem oka, zbywając go na margines egzotycznych i nie mających podstaw naukowych eksperymentów. Wszak współczesne paradygmaty fizyki nie akceptują istnienia zjawiska utraty masy przez materialne obiekty i możliwości zakłócenia lokalnego pola grawitacyjnego. Jak się jednak okazuje, grawitacja to fenomen, który w myśl newtonowskich tez nie tylko przysłowiowo utrzymuje nasze nogi przy ziemi. To fascynujący ewenement natury, a jego zgłębianie otwiera furtkę ku nieznanym sekretom wszechświata.

Na przestrzeni wielu lat w historii pojawiło się wielu wybitnie uzdolnionych odkrywców, którzy swoimi niekonwencjonalnymi wynalazkami zaprzeczyli współczesnym aksjomatom fizyki. Wśród nich figuruje nazwisko wszechstronnie uzdolnionego naukowca – amatora, Wiktora Grebennikowa. Cały dorobek swojej twórczej pracy uczony ten zawarł w książce zatytułowanej ,,Mój świat”, która niejako miała stanowić preludium do ujawnienia kontrowersyjnych szczegółów przez lata skrywanych skrzętnie przezeń przed światem. Los chciał jednak, ażeby stało się inaczej. Naukowiec zmarł w kwietniu 2001 r zabierając całą tajemnicę antygrawitacji do grobu.

Dla wielu kierujących się programowym sceptycyzmem spisana przez niego książka, to tylko przeciętna literatura z gatunku science – fiction. Czy tak faktycznie jest ? Wgłębiając się jednak szerzej w całokształt osiągnięć tego fenomenalnego odkrywcy, można wyjść z założenia, że odkrycia Grebennikowa to coś więcej aniżeli czysta fikcja. To odkrycia, które w obliczu funkcjonujących zasad fizyki mogą okazać się epokowe i na wagę złota, jeżeli tylko znajdą swoje zrozumienie ze strony nauki i doczekają się niezależnych, empirycznych doświadczeń.

Ta niezwykła historia rozpoczyna swój bieg w roku 1981, gdy V. Grebennikow prowadził swoje badania nad występującą w okolicach Nowosybirska fauną entomologiczną. Obiektem jego zainteresowania była populacja pewnego owada z rodziny ichneumon (pełna nazwa łacińska tego gatunku to Baptiplectes andrus), egzystująca na okolicznych polach lucerny. Grebiennikow, za pomocą siatki na motyle, przeczesywał te niegościnne okolice, wrzucając każdą złowioną sztukę owada do słoika. W pewnym momencie to wypełnionego już po brzegi złowionymi owadami słoika Grebiennikow włożył kawałek waty nasyconej eterem i zamykając jego wnętrze pokrywką zaobserwował jak znajdujący się weń owadzi kokon wystrzelił w górę, uderzył o ściany słoja, po czym upadł na jego dno. W pierwszy momencie miało się wrażenie, że znajdujące się w słoiku owady wypchały do góry kokon. Rzecz godna uwagi jednak, że zjawisko to powtórzyło się raz jeszcze, gdy przypadkiem naukowiec wystawił słoik z jego zawartością na światło słoneczne. Zdumiony Grebennikow, postanowił włożyć kokon do osobnej tuby. Natomiast już w laboratorium uważnie przyjrzał mu się pod mikroskopem, lecz nie zauważył niczego szczególnego w jego budowie zewnętrznej. O dziwo jednak niesforny kokon wystrzelił w górę raz jeszcze, będąc oświetlony intensywnym światłem lampy laboratoryjnej. W tedy stało się oczywistym, że w jakiś sposób kokon reaguje na ciepło. Tajemnicą jednak pozostawało, co wprawiało go w ruch. Czy była to znajdująca się w jego wnętrzu larwa? W pierwszym momencie Grebennikow był tego zdania. Choć sam fakt tak fenomenalnych podskoków larwy zdawał się przeczyć wszelkim prawom grawitacji. Skąd bowiem larwa miała tyle siły, aby unieść siebie i cały kokon na wysokość 30mm, podczas gdy sam kokon miał 3mm długości i 1,5 mm szerokości ? Czy była zdolna wyprodukować na tyle dużo siły przy skurczu własnych mięśni? Wydawało się to wysoce wątpliwe. Toteż Grebennikow postanowił szybko rozwiać swoje wątpliwości podejmując się pewnego prostego eksperymentu. Otóż ulokował on kokon na tamponie i wystawił na działanie promieni słonecznych. Nie trudno można było się domyśleć, że miękkie podłoże zneutralizuje działanie wytworzonej energii przez larwę. Na przekór prawom fizyki, kokon jednak podskoczył do góry, przemieszczając się o 42 mm. Przeszło to najśmielsze oczekiwania Grebennikowa. Rzecz jednak godna uwagi, naukowiec ten zaobserwowaną przez siebie zjawisko poniewczasie szybko zbagatelizował, tłumacząc je jako skutek wywierania ucisku przez larwę na górną ścianę kokonu.

Dopiero następne lata dopisały do tych wydarzeń zaskakujący ciąg dalszy i utwierdziły Grebennikowa w przekonaniu, że natura skrywa przed człowiekiem fascynującą tajemnicę. Kiedy naukowiec ten prowadził swoje laboratoryjne badania nad chitynową powłoką pewnego syberyjskiego motyla, przed jego oczami ukazał się nie spotykany dotąd obraz swoistego kunsztu, jakim natura obdarzyła tego owada.

Była to starannie uporządkowana, niemalże z inżynierską precyzją, struktura. Co więcej, zdawała się ona być ponad wszelką wątpliwość trójwymiarowa, przeto wszelkie próby jej naszkicowania bądź sfotografowania zakończyły się fiaskiem. Grebennikow nigdy dotąd nie widział tak finezyjnej formy w naturze. Jako że życie tego owada była słabo poznane przez entomologów rosyjskich, z całą pewnością można było założyć, że nikt dotąd nie zwrócił uwagę na ten niezwykły kunszt. Tajemnicą pozostawało jednak, po co temu owadowi była ona potrzebna ? I tutaj rozpoczyna się najciekawszy chyba etap tej arcyciekawej historii.

Kiedy zaabsorbowany swym odkryciem Grebennikow po raz wtóry umieścił odwłoki owadzie pod mikroskopem, stało się coś niezwykłego. W pewnym momencie owadzia płytka – znajdując się tuż obok drugiej – podleciała do góry zawisając na chwilę w powietrzu, obróciła się wokół własnej osi w prawo, następnie w przeciwną stronę, by w ostatecznym rozrachunku upaść na biurko.

Nie pozostawał najmniejszej wątpliwości fakt, że jakaś niewidzialna siła odpychała płytki od siebie. W końcowym efekcie swoich badań, Grabennikow posunął się jeszcze o krok dalej. Połączył ze sobą kilka płytek drutem, ustawiając je w pozycji pionowej. Wówczas widać było wyraźnie, że między połączonymi między sobą płytkami indukowała się niewidzialna energia. Co więcej, każdy umieszczony nad płytkami przedmiot był odpychany i unosił się w powietrzu. Zdarzało się nawet czasami, że zawieszone przedmioty nieoczekiwanie znikały. Tak było w przypadku metalowej pineski, którą Grebennikow przymocował do bloku płytek przy użyciu druta. W pewnym momencie rozpłynęła się w powietrzu, by w końcowym efekcie pojawić się obok. Rzecz warta uwagi, że same płytki, będąc przechowywane w słojach, wykazywały cechy ewidentnej dematerializacji i czasami Grebennikow znajdował je kilka centymetrów obok słoja.

Wszystkie te poczynione obserwacje natchnęły Grebennikowa do wymyślenia urządzenia opartego swoją konstrukcją na specyfice owadzich sekretów. I tak oto światło dzienne ujrzało ze wszech miar niezwykłe urządzenie, potocznie nazywane platformą Grebennikowa. Jego budowa wręcz powalała swoją prostotą. Podstawą tej konstrukcji była prostokątna płyta zbudowana z chitynowych płytek. Do podstawy przymocowana była rura zakończona kierownicą, dzięki której Grebennikow mógł swobodnie sterować swoje manewry w locie.

Jeśli wierzyć opisowi zawartemu w książce ,,Mój świat” (jej najważniejsze z punktu widzenia omawianego tu tematu fragmenty zamieszczone są w Internecie), a zamieszczone weń zdjęcia z prób lotu zdają się to bezspornie potwierdzać, Grebennikow potrafił latać na swojej platformie na dość dużych wysokościach i osiągać fenomenalne prędkości rzędu 1500 km/h. Na początku lat 90 – tych rzekomo dokonał kilkudziesięciu takich prób lotu w okolicach Nowosybirska.

null

Podczas tych eksperymentów mógł osiągać tak fenomenalne prędkości, nie odczuwając przy tym żadnych dyskomfortów w trakcie lotu, tak jakby prawa fizyki zupełnie go nie dotyczyły. Co więcej, wokół lecącej platformy wytwarzała się świecąca poświata, która z dołu zacierała rzeczywiste kontury urządzenia i sprawiała wrażenie kulistej, rozżonej ogniem struktury.

W trakcie lotu jestem nie widoczny z ziemi. I nie wynika to z oddzielającego mnie od ziemi dystansu. Nawet na niewielkiej wysokości nie rzucam żadnego cienia. Po latach przekonałem się, że ludzie często biorą mnie za lecące światło, dysk bądź za pędzącą po niebie chmurę z poszarpanymi rogami. – pisze w swojej książce Grebennikow.

Nie trudno się zatem domyślać, że wiele osób mogło wziąć lecącego na swojej platformie Grebennikowa za UFO. Podobieństwo było bardzo uderzające. Wszak w tym okresie w okolicach Nowosybirska zanotowano rekordową ilość obserwacji UFO. Czy część z nich nie dotyczyła przypadkiem futurystycznych lotów tego naukowca ? Możemy się jedynie domyślać.

Niestety postępująca gwałtownie choroba sprawiła, że Grebennikow w wieku 74 lat nieoczekiwanie zmarł, nie pozostawiając po sobie żadnych innych zapisków zawierających jakieś szczegóły konstrukcyjne stworzonej przezeń platformy. Do dziś nie wiadomo do końca o jaki gatunek owada chodziło Grebennikowi. Tego znamiennego szczegółu uczony ten nie chciał zdradzić, obawiając się że może to zdecydowanie zachwiać jego i tak już skąpą populację w konfrontacji z masowo ingerującą w jego środowisko rzeszą ciekawskich. Tajemnicą pozostaje również to, co się stało z latającą platformą po śmierci naukowca. Krążą pogłoski, że została ona zniszczona doszczętnie. Toteż w chwili obecnie całą zawartą historię poczynionego odkrycia i skonstruowania latającej platformy można jedynie potraktować jako zwykłą ciekawostkę.

Jeśli jednak odkrycie Grebennikowa byłoby prawdą, potwierdzałoby to spekulacje, że zjawisko antygrawitacji występuje powszechnie w świecie przyrody, czego wyrazem może być wiele innych osobliwych zjawisk, na które nauka wciąż nie znajduje racjonalnego wytłumaczenia. Wymownym przykładem może tutaj być zdolność do lewitacji wśród niektórych ludzi, jako przejaw typowej biograwitacji bądź też wciąż nie do końca zgłębiony przez naukę fenomen lunatyzmu, podczas którego człowiek ewidentnie traci na wadze i potrafi np. chodzić po cienkich deskach albo po śpiących obok osób, nie czyniąc im żadnego przy tym dyskomfortu fizycznego.

W ostatnim stuleciu pojawiło się wielu prominentnych uczonych, których prace naukowe nad niekonwencjonalnymi źródłami energii doprowadziły do stworzenia urządzeń opartych swym działaniem na antygrawitacji. Latające dyski sławetnego Viktora Szaubergera, Thomasa Browna, czy też Johna Serla, to tylko niektóre przykłady i zarazem niepodważalne dowody na to, że fenomen grawitacji kryje przed sobą wiele niezwykłych tajemnic, które ciągle czekają na swoje odkrycie. Czy rosyjskiemu naukowcowi Grebennikowi ową tajemnicę zdradziła natura? Pozostaje już tylko domysłem.

Autor: Damian Trela

Źródło: NPN.org.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: