Jerzy Jachowicz o Palikocie

Palikot to zaraza. Najgorsze, że przeistacza się w epidemię. W każdym razie do tego dąży. Nie dziwię się więc Antoniemu Macierewiczowi, że w poprzedniej kadencji nie chciał widzieć Palikota w roli biorącego udział w pracach zespołu, który bada przyczyny katastrofy smoleńskiej. A w obecnym Sejmie nie zgadza też się na uczestnictwo posła z klubu parlamentarnego Ruchu Palikota. Można być niemal na sto procent pewnym, że Palikotowi nie chodzi o merytoryczny udział w pracach, lecz o klasyczną rozbijacką robotę. O stworzenie możliwości organizowania prowokacji. O naigrawanie się z wysiłków zespołu i sparaliżowanie jego prac. Najpierw Palikot chciał to robić osobiście. A kiedy Macierewicz zablokował tę szansę, próbuje zainstalować w zespole konia trojańskiego.

Ramię Tuska

Nie trzeba być jasnowidzem, żeby założyć, iż sabotowanie, prowokacje i wyszydzanie w sprawie smoleńskiej wszystkich działań, które nie mają pieczęci Platformy Obywatelskiej, są na rękę premierowi Tuskowi. Palikot, podobnie jak za niedawnych dobrych czasów partyjnej przynależności do PO, dziś szarga pamięć o Smoleńsku i atakuje to, co robi PiS w sprawie katastrofy, również pod auspicjami rządzącej partii.

Nie dajmy się zwieść pozorom, kiedy widzimy Palikota, który jak błazen biega po Sejmie i demonstruje na różne sposoby, że jest przeciw podpisaniu przez rząd umowy ACTA. Jako wieloczynnościowy sługa Tuska odgrywa subtelną rolę kanalizowania ostrych negatywnych nastrojów społecznych wobec rządu. Tusk zaczyna swój rutynowy już taniec częściowego wycofywania się z decyzji opresyjnej wobec wielomilionowej grupy użytkowników internetu, a Palikot w zakamuflowany sposób mu pomaga.

Przy okazji trzeba powiedzieć jasno – Janusz Palikot jest jednym z najbardziej namacalnych dowodów degeneracji naszego życia politycznego. Zakłamania i fałszowania prawdziwych intencji. No i bezczelności. Kto poza nim miałby śmiałość domagać się, aby ktoś z jego drużyny znalazł się w zespole po tym, co wielokrotnie mówił o katastrofie Tu-154? – Lech Kaczyński ma krew na rękach. Bezmyślność i pycha Lecha Kaczyńskiego doprowadziły do śmierci wielu ludzi. Rodzina zmarłej pary prezydenckiej powinna przeprosić bliskich tych, którzy zginęli – powtarzał w różnych wersjach. O obchodach rocznicy smoleńskiej mówił, że to „katonarodowe oszustwo” albo: „To nie było celebrowanie tragedii, ale plan polityczny”. W tej ostatniej ocenie swoje intencje i motywy, które nim kierują, nieustannie przypisuje innym.

Zlecenia od premiera

Gdyby zebrać razem wygłaszane przez niego opinie, to układają się one w pewną całość, której podstawowe tezy wyglądałyby mniej więcej tak: Winę za katastrofę ponosi głównie Lech Kaczyński; na jego rodzinie spoczywa więc odpowiedzialność za tę tragedię. Szczególnie jednak w kontekście domagania się udziału w pracach zespołu jego samego lub jego delegata groźna jest ostatnia teza: Wszystko jest już wyjaśnione do końca, a wszelkie wątpliwości tak naprawdę nawołują do wojny polsko-polskiej. Otwierają pole do siania języka nienawiści.

Doprawdy, trzeba nie mieć odrobiny wstydu, żeby po takich słowach wpychać swojego posłańca między ludzi, którzy próbują dociec prawdy. I nie ma najmniejszego znaczenia alibi, jakie rzekomo ten posłaniec ma. Takie, że brał udział w propagandowym show rządu, będąc w grupie polskich archeologów wysłanych do Smoleńska. Przecież robiłby to, co by mu Palikot podpowiadał. Sam Palikot też nie musi od premiera dostawać zleceń na piśmie. Dobrze wie, co jest dla Tuska korzystne.

Źródło: Niezależna.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: