Biznesy byłych niemieckich polityków

Zarabiający krocie w wielkich koncernach byli politycy coraz bardziej irytują Niemców. Dlaczego dawny przywódca lewicy bierze pieniądze od koncernu, który wywołał katastrofę ekologicznej na Syberii? Dlaczego były szef ekologów zarabia w koncernie wytwarzającym nieekologiczne auta?

– Niech pan nawet nie próbuje. Nigdy nie dam panu wywiadu – mówi Gerhard Schröder, socjaldemokratyczny kanclerz w latach 1998-2005 Christophowi Lütgertowi, dziennikarzowi publicznej telewizji NDR. Lütgert chciał spytać go o pracę w radzie nadzorczej dla brytyjsko-rosyjskiego koncernu naftowego TNK-BP, za co Schröder kasuje rocznie 200 tys. euro.

W reportażu pt. „Czerwono-zieloni robią kasę” dziennikarz zarzucił Schröderowi, że bierze pieniądze od koncernu, którego działalność doprowadziła do katastrofy ekologicznej na Syberii. A przecież jako czynny polityk ochronę środowiska zawsze stawiał na pierwszym miejscu.

Po emisji w środę reportażu przez niemieckie media przetacza się dyskusja o dochodach emerytowanych polityków.

Schröder to najbardziej bulwersujący przykład. Na jesieni 2005 r., kilka tygodni po wyprowadzce z urzędu kanclerskiego, został doradcą szwajcarskiego koncernu medialnego Ringer. A w grudniu 2005 r. Niemcy osłupiały bo Schröder został szefem rady nadzorczej konsorcjum budującego na dnie Bałtyku gazociąg łączy Rosję z Niemcami z pominięciem Polski i państw bałtyckich.

Schröder, będąc jeszcze kanclerzem, wspierał to przedsięwzięcie, doprowadzając do przyspieszenia podpisania umowy między Gazpromem i niemieckimi koncernami energetycznymi. Stało się to na tydzień przed przegranymi przez SPD wyborami.

Gdy jeszcze okazało się, że były kanclerz ma zarabiać w konsorcjum milion euro, w Niemczech zawrzało. Wrzało też, gdy Schröder krytykował Unię Europejską za pomysły uniezależniania się od rosyjskiego gazu.

– Czyny socjaldemokraty Schrödera rozczarowały wielu jego wyborców – uważa znany politolog prof. Franz Walter.

Do tej pory lobbingiem parali się politycy FDP blisko związanej z kręgami gospodarczymi oraz chadecji. Na przykład byli chadeccy premierzy Badenii-Wirtembergii oraz Turyngii, którzy w zeszłym roku skończyli z polityką, szybciutko znajdowali pracę w wielkich firmach budowlanych czy koncernach farmaceutycznych. Ale socjaldemokraci, i to takiego kalibru, jak Gerhard Schröder, który odnowił SPD i przerwał wieloletnie rządy chadeków?

– Trudno mi sobie wyobrazić, by legendarni przywódcy SPD, jak Kurt Schumacher, dorabiali w taki sposób do emerytury – mówi prof. Walter. – Schröder jako pierwszy przeszedł na drugą stronę barykady.

Joschka Fischer, współzałożyciel partii Zielonych, a w rządzie Schrödera wicekanclerz i szef dyplomacji, chętnie wygłasza odczyty za grube pieniądze. Pracuje także – już za setki tysięcy euro – dla znanych koncernów. m.in. dla BMW.

– Pan Fischer przedstawiał nam wizję świata w przyszłości. To nam bardzo pomogło – opowiada w reportażu szef BMW Norbert Reithofer. Tymczasem – jak twierdzą przywołane przez autora reportażu organizacje, BMW produkuje bardzo paliwożerne, a więc nieekologiczne samochody. Tymczasem były przywódca ekologów nie przejmuje się tym i uwiarygodnia monachijski koncern swoim nazwiskiem.

Takich rodzynków w rządzie koalicji SPD-Zieloni Lütgert znalazł jeszcze kilka. Były szef MSW Otto Schilly (SPD), który wprowadził do użytku biometryczne paszporty, po odejściu z rządu pracował dla firmy wytwarzającej takie dokumenty.

Socjaldemokrata Wolfgang Clement, były minister pracy, który zliberalizował prawo pracy, lobbuje dla koncernu Addeco, który na tych zmianach bardzo skorzystał.

Wiceminister rolnictwa Matthias Berninger (Zielony), który zachęcał młodzież do jedzenia owoców, pracuje dla koncernu wytwarzającego tuczące batoniki. Politycy Zielonych i Lewicy lobbują dla koncernów farmaceutycznych, a nawet dla przemysłu tytoniowego.

Lobbyści mają zresztą coraz więcej do powiedzenia. W 2010 r. między ministerstwami, parlamentem i przedstawicielstwami landów kursowało ok. 5 tys. osób zajmujących się lobbingiem.

Gdy trzy lata temu rząd przyjmował ustawę o ratowaniu banków, okazało się, że nie przygotowało jej ministerstwo gospodarki, lecz zewnętrzna kancelaria prawna i lobbyści wynajęci przez bankowców.

Z kolei lobbyści przemysłu tytoniowego podrzucili posłom korzystne dla tej branży poprawki do ustawy zwalczającej palenie. Dochodziło do tego, że lobbyści przenosili do ministerstw swoje biura (bo pomagali pisać ustawę) lub pracowali na drugi etat jako doradcy posłów.

– To potężne zagrożenie dla demokracji – uważa Dietmar Jazbinsek z organizacji LobbyControl, która ujawniła 300 przypadków przeniknięcia lobbystów do ministerstw. W 2008 r. pisarz, noblista i socjaldemokrata z krwi i kości Günter Grass na spotkaniu z politykami SPD zaproponował, by lobbystom zakazać wstępu do Bundestagu. Audytorium wzruszyło tylko ramionami.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Komentarz ode mnie: W Polsce jest tak samo. Polecam ku temu książkę ‚Zamach w Smoleńsku’, którą mam zamiar tutaj poruszyć w kolejnym poście.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: