Niezwykłe właściwości kształtu piramidy #3

Fragment książki „Oczy Sfinksa” autorstwa Ericha von Danikena:

Efekt piramidy
Historia odkrycia tego efektu brzmi jak wzruszająca bajeczka.
Było sobie raz ukwiecone Lazurowe Wybrzeże pod Niceą. Tutaj właśnie Antoine Bovis miał swój sklep żelazny. Tylko że monsieur Bovis miał w głowie rzeczy wznioślejsze niż handlowanie śrubami i nitami, był bowiem zagorzałym majsterkowiczem i wynalazcą i już w latach trzydziestych, kiedy nikt jeszcze ani myślał o „New Age”, Antoine Bovis prowadził kółko ezoteryczne.
Czy można się zatem dziwić, że oprócz żelaznych prętów i wszelkiego rodzaju narzędzi monsieur Bovis sprzedawał też w swoim sklepie magnetyczne wahadełka, wynalezione przez siebie „biometry” oraz różne inne radiestezyjne wynalazki? W czasie podróży po Egipcie, która zawiodła go także do Wielkiej Piramidy w Giza, pan Bovis dokonał zadziwiającego odkrycia, wobec którego inni turyści przechodzili z zupełną obojętnością. Otóż na podłodze komory królewskiej leżała malutka nieżywa mysz pustyńna, Bóg jeden raczy wiedzieć, jak to zwierzątko dostało się do tysiącletniej budowli.
Antoine Bovis delikatnie trącił czubkiem buta martwą myszkę, ciekaw czy może jakieś żuki albo mrówki znalazły pokrętną drogę do zewłoka. Uważnie omiótł wzrokiem podłogę, obracał ciałko myszy na wszystkie strony, wreszcie schylił się i podniósł je z ziemi. W tym momencie jak błyskawica prześzyło go dziwne wrażenie: pustynna myszka była lekka jak piórko, skurczona, zmumifikowana.
Jakież to zagadkowe siły objawiły tu swoje działanie? Dlaczego myszka nie uległa rozkładowi?
Ledwie przyjechawszy z powrotem do domu, dziwny monsieur Bovis zmajstrował z żelaznych pręcików i drewna małą piramidkę. Odkrycie dokonane w piramidzie Cheopsa nie dawało mu spokoju. Od samego początku intuicja podpowiadała mu właściwe rozwiązania. Dokładnie tak samo, jak w przypadku oryginalnej piramidy w Giza, Antoine Bovis ustawił swój model w kierunku północ-południe, następnie wstawił do jej wnętrza niewielki drewniany postumencik, który miał wysokość dokładnie jednej trzeciej wysokości modelu. Postumencik miał zamarkować lokalizację komory królewskiej, która w przypadku Wielkiej Piramidy również znajduje się na jednej trzeciej wysokości od podstawy. W końcu, idąc za spontanicznym odruchem, ale też dlatego, iż na obiad przewidziane było ragout cielęce, Antoine Bovis umieścił na postumenciku niewielki kawałeczek cielęciny.
Właściwie w ciągu kilku następnych dni mięso powinno zacząć cuchnąć, ale nic takiego nie zaszło. Kawałek cielęciny w widoczny sposób zesechł, zupełnie tak, jakby jakaś niewidzialna siła wysysała z tej kostki mięsa płynne składniki. Zaintrygowany Bovis obserwował proces mumifkacji, potem przeprowadził cały szereg doświadczeń z modelem piramidy i bez.
Wszystkie organiczne próbki ulegały w piramidzie procesowi dehydracji, poza piramidą gniły.
Przecież to całkiem logiczne, powiedziałem do siebie, kiedy po raz pierwszy o tym przeczytałem. Przecież w piramidzie mięso jest niemalże hermetycznie odcięte od otoczenia, bakterie nie mają do niego dostępu tak jak w przypadku opakowań próżniówych. Dlaczego jednak kawałki mięsa wysychają? Co odciąga z nich soki?

CSSR – Patent nr 93304 (obecnie 91304)
Podobne myśli musiały zainspirować również czechosłowackiego inżyniera radiowego Karela Drbala, kiedy przeczytał pewnie w jakimś podejrzanym czasopiśmie o doświadczeniu monsieur Bovisa. Drbal powtórzył eksperyment Antoine Bovisa, wyniki się potwierdziły, i Drbal powiedział sobie, że mięso, jaja i ser to chyba nieodpowiednie materiały do eksperymentów z piramidą. Jak będzie się miała sprawa z nieorganicznymi, a więc „nie żyjącymi” próbkami? Czy kawałek skały, łyżeczka kawy czy powiedzmy naparstek wody też da się wysuszyć w modelu piramidy?
Karel Drbal szukał jakiegoś niewielkiego przedmiotu, który zmieściłby się w jego malutkiej, bo mającej jedynie 8 cm wysokości piramidzie (długość boku u podstawy 12,5 cm). Jego wzrok padł na zużytą żyletkę, która i tak na nic się już nie mogła przydać. Inżynier przypuszczał, że żyletka straci w piramidzie ostatnią resztkę swojej ostrości. W 24 godziny później obejrzał ostrze żyletki pod lupą. Czy mu się wydaje, czy też rzeczywiście ostrze wyglądało jakby świeżo wyszlifowane? Niewiele myśląc Karel Drbal zgolił swój szczeciniasty zarost starą żyletką. Potem znowu włożył żyletkę do piramidy, w końcu przecież cieniutki metal musi się zużyć. Następnego dnia znowu idealne golenie tą samą żyletką. Co tu się dzieje? Czy sobie tylko wmawia, że żyletka robi się ostrzejsza? W zamyśleniu przesuwa palcami po gładko wygolonej skórze, na której nie ma najmniejszego zacięcia. Kręcąc głową w zadziwieniu Karel Drbal ponownie umieścił przedmiot eksperymentu w piramidzie… i przez całe 50 dni idealnie golił się jedną i tą samą żyletką.

Wszystko to działo się w lutym i marcu roku 1949. Pięć lat i trzy miesiące, bo aż do 6 lipca 1954, eksperymentował uparty inżynier. Przeciętny czas użytkowania wynosił dla jednej żyletki 105 codziennych operacji golenia. Łącznie Karel Drbal przebadał 18 żyletek różnej produkcji, przy czym „ostateczna liczba goleń jedną i tą samą żyletką wynosiła w zależności od żyletki 200, 170, 165, 111 i 100 codziennych goleń” [30]. Również po zakończeniu eksperymentów Karel Drbal pozostał przy swojej darmowej ostrzałce żyletek. W ciągu 25 lat zużył on ni mniej ni więcej tylko zaledwie 25 żyletek! Zrozumiałe, że producenci żyletek nie przyjęli tego wynalazku z zachwytem.
Aż się prosiło, żeby opatentować ten żyletkowy cud. Ale jak? Karel Drbal sam przecież nie wiedział, jaki proces wywoływał ten hokus-pokus w modelu piramidy. W końcu jednak złożył odpowiedni wniosek w urzędzie patentowym, a ponieważ wiedział, że raczej nie przekona on komisji patentowej, podarował członkowi komisji, będącemu metalurgiem, małą piramidkę z żyletką. No i kiedy w Czechosłowacji lat pięćdziesiątych nowa żyletka każdego dnia była uważana za luksus, sceptyczny metalurg wypróbował wynalazek na własnym zaroście.
Latem 1959 Karel Drbal otrzymał patent opiewający na „urządzenie do utrzymywania ostrości żyletek i brzytew”. Numer patentu: 93304.
Od tej chwili eksperyment z żyletką powtórzono już tysiące razy, zawsze z tym samym rezultatem, jeśli tylko piramida i ostrze żyletki usytuowane były dokładnie w kierunku północ-południe. Dr Gottfried Kirchner informował w cyklicznym programie telewizyjnym TERRA X o ściśle naukowym eksperymencie, który przeprowadził prof. dr J. Eichmeier z politechniki monachijskiej. Przez osiem dni połowa żyletki leżała w piramidzie z pleksiglasu, druga natomiast w zamkniętej szufladzie. Następnie obydwie połowy zbadano pod mikroskopem elektronowym. „Różnice w szerokości obydwu ostrzy, jak też w strukturze powierzniowej obydwu połówek żyletek były znaczne” – pisze dr Kirchner [31].

Wyjaśnienie niepojgtego
Jaka siła zmienia strukturę molekularną, a tym samym uporządkowanie atamów w ostrzu ze stali? Dlaczego eksperyment udaje się ty1ko w piramidzie a nie powiedzmy w kostce czy cylindrze? Co jest takiego szczególnego w formie piramidy i dlaczego owa tajemnicza energia działa tylko wówczas, gdy jeden bok piramidy zwrócony jest dokładnie według kompasu na północ? Dzisiaj nikt już nie może zaprzeczyć, iż zmiany zachodzą nie tylko w przypadku stali, ale też innych materiałów narzędziowych, nie wiadomo tylko dokładnie dlaczego tak się dzieje. Dr Kirchner informuje o amerykańskich naukowcach, którzy twierdzą, że w piramidzie zatrzymywana jest energia promieniowania próbek. „Energia nie może się wydostać poza powierzchnie boczne i jest odbijana wewnątrz piramidy.” I właśnie te nieprzerwane odbicia miałyby dokonywać zmian w strukturze.
Na pierwszy rzut oka brzmi to może dość logicznie, jednak więcej problemów stawia, niż wyjaśnia. Wszystkie wiązania molekularne, a więc każda materia, wysyłają promieniowanie. Tylko i wyłącznie na podstawie tego właśnie promieniowania udało się radioastronomom wykazać istnienie we Wszechświecie całych skupisk związków organicznych i nieorganicznych. Promieniowanie oznacza jednak zarazem utratę energii. Gdyby jakieś źródło promieniowania „wypromieniowało się” całkowicie, to przestałoby istnieć. Na poziomie subatomowym wypromieniowywana energia jest stale uzupełniana, ponieważ elektrony – cegiełki z których zbudowany jest atom – zmieniają swój stan i, by tak rzec, skaczą z jednego poziomu energetycznego na drugi. Tylko że kartonowa ścianka piramidy jest dla elektronu równie przepuszczalna jak wielkooka sieć rybacka dla powietrza. Co może tutaj zmienić kąt nachylenia ścianek piramidy?
Czeski inżynier Karel Drbal, który przeprowadził największą ilość eksperymentów z żyletkami w piramidach, podaje cały szereg innych przyczyn powstawania efektu piramidy. W „mikroskopijnyeh pustych przestrzeniach struktury krystalicznej ostrza żyletki” znajdują się również tak zwane dipoloidalne cząsteczki wody, które są usuwane wskutek rezonansu energii promieniowania. W przenośni – konkluduje Karel Drbal – można by mówić o „odwodnieniu ostrza żyletki”.
W jakie zaświaty ulatniają się zatem owe dipoloidalne cząsteczki wody, skoro rzekomo wszystkie efekty odbicia pozostają we wnętrzu piramidy? Karel Drbal twierdzi, że mieszają się z otaczającym powietrzem, co jest właściwie jedynym rozsądnym wytłumaczeniem. Doświadczalne piramidy są przecież przepuszczalne dla powietrza. Co się jednak stanie, jeśli eksperyment przeprowadzić w próżni, która uniemożliwi jakąkolwiek wymianę powietrza? Jakie mierzalne siły są niezbędne, aby wypchnąć bądź wypłukać ze stali dipoloidalne cząsteczki wody?

Radziecki fizyk Malinow próbował wyjaśnić efekt piramidy działaniem „fal elektromagnetycznych” w połączeniu z polami magnetycznymi Ziemi. Ale w takim razie dlaczego, na wszystkich budujących piramidy faraonów, fale te zabijają grzyby oraz bakterie zapoczątkowujące w produktach spożywczych procesy pleśnienia i gnicia, za to same produkty konserwują czy wręcz wzmacniają ich naturalny aromat? W ramach Ancient Astronaut Society (stowarzyszenia użyteczności publicznej, które zajmuje się moimi teoriami) chcieliśmy się tego dowiedzieć dokładniej i zwróciliśmy się do naszych członków z prośbą o przeprowadzenie eksperymentów z piramidą przy użyciu wszelkich możliwych materiałów [32]. Po paru tygodniach i miesiącach otrzymaliśmy 118 listów od mężczyzn i kobiet z najróżniejszych grup zawodowych, a także od uczniów. Wszyscy oni sporządzili różnej wielkości modele piramid z najróżniejszych materiałów, umieścili je w ogrodzie, w piwnicy, na strychu, w sypialni, na zakotwiczonym na środku basenu dmuchanym materacu, a nawet w zamrażarce – i powkładali do nich najróżniejsze rzeczy. Pewien szesnastolatek z Holzkirchen pod Monachium zgłosił, że zamknął w plastikowym pudełeczku mrówki i że już po czterech dniach zdechły, zaś pewien jego rówieśnik, gimnazjalista, opisał eksperyment z muchami, które już po 24 godzinach przestały dawać oznaki życia. Biednym zwierzętom brakowało pewnie tlenu, wody i pożywienia. Telefonicznie zwróciłem się do młodych eksperymentatorów o natychmiastowe przerwanie tych niehumanitarnych doświadczeń. Ludzie potratią być okrutni.
Pewna nauczycielka, która właśnie spędzała wakacje w kantonie Tessin na południu Szwajcarii, umieściła w swojej obciągniętej pergaminem piramidzie kawałeczek zapleśniałego chleba i wstawiła dwudziestodwucentymetrowy ostrosłup do piwnicy, „ponieważ panuje tam taka znakomita wilgoć, a grzybki pleśniowe lubią, kiedy jest wilgotno i ciemno”. Po osiemnastu dniach pleśń zniknęła, a chleb rozpadł się na okruszki. Trzask-prask!
Wielce zdumiony był pewien emeryt z Arbon nad Jeziorem Bodeńskim, który wstawił do szklanej piramidy jedną z tych maleńkich świeczek, jakich używa się do podgrzewaniafondue na stole. Jak pisze w liście emeryt, właściwie chciał się tylko dowiedzieć, czy płomień będzie się palił równomiernie. Ponieważ płomyk bez przerwy gasł z powodu niedostatecznej ilości tlenu, sześćdziesięcioośmioletni eksperymentator stracił cierpliwość do całej zabawy i zapomniał o stojącej na regale piramidzie. W dziewięć dni później, kiedy mimochodem zajrzał do piramidy, zobaczył, że świeca zamieniła się w skarlały woskowy kikut. Deformacja świecy nie mogła być raczej spowodowana jesiennymi temperaturami, ponieważ wszystkie inne świece w pokoju nie wykazywały żadnych zmian.
„Normalnie przerażona” była też dwudziestosześcioletnia malarka-amatorka z Wuppertal, która z czystego upodobania maluje olejne miniaturki. Jej niezwykle barwne wytwory są mikroskopijne, długość boku wynosi ledwie 5 cm. Pani Elke umieściła świeżo namalowany obraz na malusieńkim drewnianym postumencie w wysokiej na 28 cm szklanej piramidce. Zrobiła to nie dlatego, że chciała przeprowadzić eksperyment, ale po prostu dlatego, że obrazek przedstawiający mały domek, kota i księżyc w pełni, bardzo ładnie się prezentował za szklanymi ściankami piramidy. Po tygodniu pani Elke odniosła wrażenie, jakby w miniaturce coś się zmieniło. W trzy tygodnie później „księżyc spłynął z nieba, farba na brązowoczarnym dachu całkowicie zaskorupiała, granat nieba lśnił intensywnie, a zadnia część kota rozpłynęła się w powietrzu”. Wspaniały efekt! Podsunąłem mojej korespondentce pomysł, aby swoje przyszłe kreacje sprzedawała pod hasłem „malowane piramidowo”.
W tym samym kierunku idzie doświadczenie przeprowadzone z banalnym miodem pszczelim przez państwa Burgmuller z Hamburga. Państo Burgmuller mieszkają na ósmym piętrze wieżowca, swoją piramidkę z pleksiglasu wysokości 14,5 cm kupili. Po śniadaniu pan Burgmuller nalał dwie łyżki miodu do małej miseczki i umieściłją na znajdującym się wewnątrz piramidki postumencie. Dwadzieścia cztery dni później miód zmienił się w nieforemną bryłkę, „która przypominała w dotyku twardy wosk”. W czasie sprzątania pokoju połowica pana Brugmullera niechcący przesunęła piramidkę, tak że nie stała już na osi północ-południe i – hokus-pokus – w niecałe sześć dni później miód był jeszcze bardziej płynny niż przed wlaniem go do miseczki. Może w ten sposób dało by się jakoś wyjaśnić sprawę św. Januarego z katedry w Neapolu, który każdego roku z nie wyjaśnionych przyczyn roni łzy. Te raczej przypadkowo uzyskane rezultaty zostały też potwierdzone przez „buchalterów”. Mianem tym określam tych miłych i cichych bliźnich, którzy dokładnie zapisują każdy dzień i godzinę, sprawdzając nawet swoje próbki na wadze do ważenia listów. Gerhard Leiner z Grazu w Austru zbudował model piramidy ze 4,5 mm grubości sklejki. Eksperyment rozpoczął 19 marca 1983 o godzinie 12.30. W piramidzie – ustawionej oczywiście na osi północ-południe – umieścił siedmiodniowe jajo kurze o wadze 60,2 gramów. Drugie jajo znajdowało się poza piramidą. Pomieszczenie, w którym odbywało się doświadczenie miało średnią temperaturę 19řC.
4 października, czyli po 200 dniach! – jajo leżące w piramidzie straciło 58,8% wagi, żółtko było żółte, zapach całkowicie normalny, jajo nadawało się do spożycia. Jajo kontrolne znajdujące się poza piramidą cuchnęło na kilometr, pardon, na całe pomieszczenie. Dalsze długodystansowe eksperymenty Gerharda Leinera przyniosły potwierdzenie rezultatów, tylko kurczak jeszcze nigdy się z jaja nie wykluł.

Inni członkowie AAS eksperymentowali z kawałkami jabłka, rzodkiewkami, nasionami roślin, tytoniem, sokiem pomarańczowym, sadzonkami ogórków i pomidorów, a nawet z poziomkami. Dla wszystkich trzymanych w piramidzie owoców eksperymentatorzy zgodnym chórem potwierdzają intensywniejszy smak. Sadzonki roślin umieszczone pod rozpiętą w kształcie piramidy folią rosły szybciej od sadzonek kontrolnych, ogórki i pomidory były twardsze, bardziej mięsiste, ich aromat był wielokrotnie silniejszy niż wszystkich innych, jakich użyto dla porównania.

Czary? Duchy? Magia? Oszustwo albo złudzenie? Wyobraźnia jest wprawdzie jedyną bronią w walce z rzeczywistością, ale tutaj nie miała zastosowania. Obiekty doświadczalne zmieniały się w sposób mierzalny i widoczny, wyniki są w każdej chwili do powtórzenia, tak jak tego wymaga nauka. Tylko nikt nie umie odpowiedzieć na pytanie, co się właściwie dzieje i dlaczego.
Ja też dostałem od przyjaciół szklaną piramidkę i przez kilka tygodni stała ona sobie gdzieś na werandzie. Pewnego wieczora trafiło mi się zbyt młode czerwone bordeaux. Dla lepszego zrozumienia istoty problemu zaznaczam, że dosyć często sięgam po butelkę bordeaux, więc z czasem podniebienie, język i żołądek nauczyły się doceniać, gdy coś spływa łagodnie do gardła, nie ma żadnych fuzli, rozgrzewa trzewia rozchodząc się po całym ciele niby boski nektar. Wspomniane bordeaux było wzburzone, kwaśnawe, nie miało w sobie żadnej dojrzałości. Kiedy przelewałem je do butelki po occie duch piramidy podszepnął mi, abym zrobił coś zupełnie dziwacznego. Umieściłem fabrycznie zamkniętą butelkę tego samego bordeaux w mojej szklanej piramidzie i zapomniałem o wszystkim. Minęła jesień, minęła zima, na wiosnę – jak przystało na nowoczesnego małżonka – pomagałem żonie robić porządki na werandzie. Butelka!
Bordeaux nabrało ciemniejszej barwy, miało pełny, jedwabisty smak, żadnego kwasu. Zupełnie jak siedmioletnie Grand Cru classe. Każdy koneser będzie wiedział, co to oznacza. Urządziłem próbną degustację przy użyciu drugiej butelki tego samego rocznika która leżała w piwnicy. Różnica była frapująca. Od tego momentu każdy z odwiedzających, których przewijają się przez nasz dom tłumy, może potwierdzić, że pod moją piramidą zawsze spoczywa butelka bordeaux. Na specjalne okazje.
W czasie mojego seminarium w ETORA na wyspie Lanzarote spotkałem Hansa Cousto, geniusza matematycznego, który toczy nieprzerwane boje z ziemskimi i galaktycznymi miarami i długościami fal. Zaprojektował piramidę wysokości 9,84 m do samodzielnego wykonania, którą nazywa „kosmiczną altanką”. Pewnie kiedyś założę sobie w niej kosmiczną piwniczkę na wina. Zupełnie mimochodem spytałem ten chodzący komputer, jakim jest Cousto, co też wspólnego ma średnica naszego globu z Wielką Piramidą.
– Średnica naszej planety na równiku wynosi 12756326 m. Ziemski dzień trwa 86400 sekund. Podziel metry przez sekundy, a otrzymasz wysokość piramidy, czyli 147,64 m.
Łubudu! Ale dlaczego sekundy? Starożytni Egipcjanie nie znali chyba naszych sekund? Dowiedziałem się, że rytm sekundowy wcale nie jest naszym wynalazkiem:
– Jedna minuta to jak wiadomo 60 sekund, a godzina to 60 minut. Mnożąc jedno przez drugie otrzymujemy 3600. To podział koła w stopniach. 90 stopni, czyli jego jedna czwarta, to kąt prosty. Jak widzisz, nasze sekundy mają bardzo dużo wspólnego z geometrią i obwodem Ziemi, i to od chwili, kiedy to wszystko się kręci.
Hans Cousto nadal jest „kompatybilny”. Można się z nim dogadać.

Za: Źródło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: